VI Zlot Franciszka Bondarczuka w Niemczy

Pierwszym planem na niedzielę był wyjazd na wyścigi starych motocykli do Brannej w Czechach. Jednak prognozy pogody były paskudne w tamtym regionie i nie uśmiechało mi się stać tam w deszczu pół dnia. Jeden z kolegów napisał coś o jakimś zlocie w Niemczy, to zaczęłam szukać informacji co i jak. Okazało się, że to taka parada motocykli na miejskie święto w Niemczy, rzuciłam więc post na zachętę w kobiecej grupie motocyklowej i do towarzystwa zgłosiła się Marta.

Spotkałyśmy się na miejscu (jechałyśmy z różnych stron) i była tam też grupa moich kolegów. Najwięcej było ciężkich motocykli, bo jak opowiedział mi organizator – Franciszek Bondarczuk, który zginął w wypadku, organizował wcześniej takie zloty w Niemczy. Ku jego pamięci tradycja została zachowana i połączona z obchodami rocznicy obrony miasta Niemcza.

Impreza nie była nagłośniona, ale i tak zjechało się, chyba z 70 motocykli. Ruszyliśmy na małą, ale bardzo fajną, krętą trasę po okolicy do celu, jakim był Rynek w Niemczy. W takiej paradzie trzeba być bardzo czujnym i mieć oczy „dookoła głowy”, ponieważ motocykle są z każdej strony. Jeden z motocyklistów o tym zapomniał i gdy zobaczył znajomych na poboczu, to postanowił do nich zjechać, centralnie zajeżdżając mi drogę! Sytuacja byłaby tragiczna w skutkach, ale na szczęście on w połowie manewru się ocknął i zatrzymał, a ja miałam miejsce na mega szybki unik w lewo. Ciśnienie skoczyło mi na maksa! Koledze zresztą też, bo potem wielokrotnie mnie przepraszał za tą sytuację.

Wielką paradą wjechaliśmy na rynek i go praktycznie opanowaliśmy! Na miejscu były różne zabawy i klimatowe, historyczne pokazy grup rekonstrukcyjnych. My mogliśmy liczyć na darmową kiełbaskę i świetne towarzystwo.

Potem wróciłam jeszcze na chwilę do Kotliny Kłodzkiej i przyszła pora powrotu do domu. Zrobiłam tego dnia ok. 250 km, a pod samym garażem przejechała by mnie kobieta za kierownicą samochodu! W Brzegu Dolnym są może ze 3 duże krzyżówki i ludzie nie mają pojęcia kto ma pierwszeństwo! Ręce opadają!

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Rajdowa sobota

W Kotlinie Kłodzkiej rozgrywał się Rajd Dolnośląski, niestety zaczynał się w piątek, więc w sobotę miałam już tylko 2 różne odcinki do wyboru. Postanowiłam podjechać na ostatni, kultowy odcinek Spalona. Kilkanaście lat temu spaliśmy tam pod namiotami przy schronisku, żeby być na trasie od rana. Pamiętam, jak dopadła nas w nocy taka ulewa, że mała rzeka płynęła nam przez przedsionek namiotu 🙂 . Ale to były inne czasy i rajdy były wtedy bardziej widowiskowe.

Odcinek biegł przez całą miejscowość, więc musiałam dotrzeć na trasę w połowie trasy, jadąc od Długopola Zdrój. Zobaczyłam na mapce fajne zakręty, więc na samą myśl się cieszyłam. Nie trwało to jednak długo, ponieważ gdy tylko skręciłam w stronę Spalonej – to się załamałam! Dawno nie widziałam drogi w tak opłakanym stanie, dziury i łaty w stanie ciągłym. Momentami prawdziwe enduro ze śladowymi ilościami asfaltu. Piękne zakręty może i były, ale trzeba je było pokonywać powoli i slalomem pomiędzy dziurami. Umęczyłam się strasznie…

Pod odcinkiem pasły się owce i kibice 🙂 , pogoda dopisała, więc całkiem przyjemnie oglądało się walkę zawodników. Jednak to, co wzbudziło największe emocje, nie tylko u mnie – to rywalizacja aut historycznych na końcu rajdu. Niestety nie mogłam Wam zrobić zdjęć, bo zapomniałam wziąć powerbanka, a padł mi telefon (aparat foto też w domu został). Musicie to sobie wyobrazić… Pięknie brzmiące i szybkie Audi Quattro oraz Subaru Imprezy. Uwielbiane Fiaty 125 i 126p, Łady i inne, kultowe i nie najnowsze modele – wszystkie w wersji pełnorajdowej. Cudowne dźwięki, mnóstwo pracy pasjonatów i uśmiechy na twarzach wszystkich kibiców! Super widowisko!

Wróciłam już odcinkiem, gdy z trasy zjechały wszystkie rajdówki. I powiem Wam, że trasa, na którą wysłali zawodników wcale nie była lepsza. Też pełna łat, dziur i wybojów, aż im współczułam na tych twardych zawieszeniach…

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Moja szybka (dosłownie) przygoda z motocyklem sportowym!

28 sierpnia miałam urodziny, więc uznałam, że to świetna okazja, by zrobić coś wyjątkowego. Znacie pewnie moje podejście do „szlifierek”, „plastików” – motocykli sportowych. Omijam je szerokim łukiem, bo ani to wygodne, ani praktyczne i zdecydowanie zbyt szybkie, jak na moje potrzeby. Ale korzystając z tej wyjątkowej daty, postanowiłam zmierzyć się z tematem i przekonać osobiście, czy oby się w tym temacie nie mylę???

Dawcą motocykla był Emil, który już kiedyś oferował mi przejażdżkę swoim litrowym Kawasaki Ninja ZX10, ale musiałam do tego dojrzeć! Przebrałam się w motocyklowy strój i plan był taki, że najpierw na osiedlu poćwiczę ruszanie i hamowanie (bo hamulce żylety), a potem pojedziemy w traskę. No cóż… doszło jedynie do planu w części pierwszej.

Usiadłam na motocyklu, pochyliłam się, żeby dosięgnąć manetki i niby wszystko w miarę OK, ale jak to połączyć ze stopami w tej dziwnej pozycji na podnóżkach? Z moimi, długimi nogami to wcale nie jest proste! Kolejna sprawa – sprzęgło. Emil ma je tak ustawione, że gdy klamka dotyka kierownicy to rozłącza, a już 5 milimetrów nad nią „bierze”. W moim odczuciu zupełnie bez sensu, bo sama wciskam klamkę na 3 centymetry i szybko zmieniam bieg.

Ruszyłam kilka razy na półsprzęgle i się poddałam. Duża masa motocykla, nienaturalna na nim pozycja i to sprzęgło – to było zbyt dużo niepewnych elementów, jak dla mnie. A wiadomo, że jak jest brak pewności na motocyklu, to zwykle nic dobrego z tego nie wynika. Wiem, jak Emil kocha swój motocykl, więc odpuściłam dla dobra maszyny haha. Ja „nic nie muszę”, to była tylko próba przekonania się do czegoś, co najzwyczajniej nie jest dla mnie 🙂 I wcale nie żałuję, że nie jest!

p.s. Choć całkiem fajnie na nim wyglądam 🙂

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Jezioralna niedziela :-)

Miałam niedzielę do polatania to wymyśliłam trasę ok 300km, która obejmowała wielkopolskie jeziorka. Pierwszym punktem docelowym była Sława, ale ruch turystyczny był tam spory. Zaparkowaliśmy więc z Emilem nad jeziorkiem, dopiero w okolicy przystanku w Lubogoszczu. Punkt był super, bo nie oblegany, jedynie kilku windsurfingowców ćwiczyło sztukę „latania” po wodzie. A powiem Wam, że Ci wprawieni to osiągali prawie motocyklowe prędkości!

Kolejny punkt przy drugim jeziorze zaliczyliśmy w miejscowości Niałek Wielki. Wybraliśmy punkt odludny, jak i same jezioro nie jest, aż tak mocno oblegane.

Wolsztyn był naszym punktem do zawracania, ale po drodze zobaczyliśmy stację kolejową zapełnioną starymi lokomotywami i postanowiliśmy się tam na chwilę zatrzymać.

Drogi w Wielkopolsce były super i miałam o tym województwie bardzo dobre zdanie… miałam. Niestety droga z Wolsztyna do jeziora w Boszkowie to obraz nędzy i rozpaczy… Wyboista, dziurawa i cała zorana maszyną do ścinania kolein. Dla motocykla to straszna katorga! Boszkowo jest już mocno turystyczne, a cena niedużego obiadu z rybą nas powaliła, choć sama knajpa była wyjątkowa, bo stało w niej wiele drewnianych rzeźb. Plaża dość oblegana, choć mocno wiało i pogoda nie do końca była plażowa.

Cała wycieczka była dość przyjemna, takie pożegnanie lata w pewnym sensie. Jeziora były czyste i świetne do uprawiania sportów wodnych. Mnie jednak w tym kierunku jakoś nie ciągnie 🙂

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Skomentuj

Warkocz bezpieczeństwa :-)

Opowiem Wam dzisiaj o tym, że są takie, kobiece sposoby na poprawę bezpieczeństwa własnego na drodze. Zwykle jest to podkreślenie w jakiś sposób swojej płci na motocyklu, czyli np. różowe, czy czerwone dodatki, ubiór, kask lub długie włosy wystające spod kasku. Ja stosuje włosy, koniecznie splecione w warkocz – ponieważ to gwarantuje brak problemów z ich późniejszym rozczesywaniem.

Co to właściwie daje? Oj dużo! W 90% przypadków gwarantuje większy odstęp innego pojazdu od motocyklistki w czasie jazdy i wyprzedzania. Gwarantuje też większe przyglądanie się i ocenianie jazdy, ale to akurat przy okazji 🙂 . To prawda, którą potwierdzają także moje koleżanki o długich włosach, dopiętych do kasku warkoczach, czy w różowych strojach. A moja motocyklowa koleżanka Justyna, ostatnio swoje włosy ścięła i zszokowała się, jak to pogorszyło jej „relacje” z innymi kierowcami. Zapuszcza, więc włosy od nowa…. To też odsłania smutną prawdę o tym, jak są traktowani na drodze nasi koledzy, mężczyźni na motocyklach.

Z jednej strony takie, lepsze traktowanie może wynikać z wyjątkowości kobiet na motocyklach i szacunku do nich, jednak powstała też teoria, że to tylko wynik stereotypu, że „baba za kierownicą” (a do tego blondynka!), więc trzeba uważać! Tak czy siak – najważniejsze, że przynosi to pozytywny skutek i motocyklistki na drodze czują się nieco bezpieczniej!

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Wrak-Race w Bagnie

Z tygodniowym opóźnieniem pokazuję Wam fajne zawody, na których miałam okazję być. Od zawsze chciałam zobaczyć wyścigi wraków, ale jest to „dyscyplina”, która świetnie przyjęła się na Górnym Śląsku, a na Dolnym Śląsku bardzo słabo. Tak się złożyło, że ostatnio robiłam wywiad z sympatyczną zawodniczką takich zawodów: Agnieszką Zielonką i postanowiłam przejrzeć kalendarz imprez tej serii. Chyba miałam jakieś przeczucie, bo się okazało, że właśnie w najbliższą sobotę mam takie zawody prawie pod domem! Imprezie towarzyszył mały zlot starych motocykli i samochodów:

Cały wyścig odbywał się po prostu na polu, tuż po żniwach, a w pewnym momencie ściernisko zaczęło się na torze palić, ale obecna obok Straż Pożarna szybko sytuację opanowała. Przejeżdżające samochody wzbijały tumany kurzu i czasem ciężko było dostrzec, co się właściwie na torze dzieje. Na szczęście kurz unosił się w przeciwnym kierunku, niż miejsca dla widzów (choć nieco piasku w zębach dało się poczuć).

Sama rywalizacja polegała na wyścigu w grupach ok. 5 samochodów. Z kolejnych etapów wyłaniano tych, co trasę przejechali w miarę bezbłędnie i ruszały kolejne rundy, aż do finału. Na koniec miały być jeszcze skoki finalistów z małej skoczni, ale w końcu uznano, że to grozi dachowaniem i nic takiego się nie odbyło.

Wraki nie mogą kosztować więcej, niż 1000 zł. Można je modyfikować, większość z nich nie wygląda zewnętrznie dobrze, ale jadą całkiem żwawo i agresywnie, co skutkuje świetnym widowiskiem, szczególnie, że wraki ciągle na siebie wpadają. Warto zobaczyć takie zawody na żywo!

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Motocyklowi terroryści…

Wielokrotnie podczas tego weekendu było mi wstyd za motocyklistów, w szczególności za grupy, które nie miały żadnego poszanowania dla zakazów wyprzedzania ani ograniczeń prędkości. Na złamanie karku i nie ważne, czy podwójna ciągła, wzniesienie, zakręt, krzyżówka… Ręce opadają.

Ale od początku – na trasę wyjechałam w piątkowe popołudnie i każdy wie, że jest to czas zwiększonego ruchu. Momentami jechałam w bardzo długich ciągach samochodów, wyprzedzając, gdy warunki na to pozwalały. Taki ciąg poruszał się z prędkością 90-100 km/h, więc nie mówimy to a jakiejś wielkiej tragedii. Jednak znaczna ilość motocyklistów traktuje taką sytuację, jak jakąś karę, wstyd i hańbę.

Zaczęło się niewinnie, jeden poleciał na zakazie wyprzedzania i podwójnej ciągłej, potem było już tylko gorzej… Kolejny wyprzedzał ze znaczną prędkością w ten sam sposób i swój manewr kontynuował nawet na szczycie wzniesienia. Następna była grupa motocykli, która urządziła sobie szybkie wyprzedzanie w miejscowości i pomiędzy pasami z wysepkami. W niedzielę nie było lepiej – rekordziści przewinień to grupa, która wyprzedzanie prowadziła przez pas wyłączony z ruchu, pas do skrętu, następnie centralnie przez spore skrzyżowanie, by znów zakończyć na pasie wyłączonym z ruchu i podwójnej ciągłej. Niebezpiecznie, nadmiernie szybko, nadmiernie głośno – tak właśnie jeżdżą drogowi terroryści.

Nie wiem w jakim świecie żyłam do tej pory, ale zawsze trzymałam stronę motocyklistów, nawet jak ktoś w ich kierunku pluł jadem. Wierzyłam w te te żale, że to „puszki” są złe i wymuszają. A na 350 przejechanych w weekend kilometrów, widziałam tylko 2 puszki wyprzedzające kogoś na podwójnej (reszta grzecznie trzymała rząd), a jednocześnie ponad 30 motocyklistów (w różnych konfiguracjach) wyprzedzało na: podwójnej, pasach, wzniesieniu i dużych krzyżówkach. Wśród samochodów czułam się bezpieczniej, niż wtedy jak nadjeżdżała grupa wściekłych motocyklistów i nie wiedziałam, co im zaraz uderzy do głowy…

Na podstawie tych obserwacji i komentarzy pod moim postem na facebooku – napisałam taki kodeks, którym kierują się właśnie motocyklowi terroryści:
1. Na drodze jestem „świetą krową”, nakazy i zakazy nie dotyczą mnie.
2. Na pasach trzeba wyprzedzać szybko, żeby zdążyć przed pieszym.
3. Jak jest Ci za gorąco to znaczy, że uległeś/aś marketingowej manipulacji i niepotrzebnie ubrałeś/aś motocyklową odzież lub za wolno jedziesz – wtedy zdecydowanie przyśpiesz.
4. Wyprzedzanie na wzniesieniu jest bezpieczne na motocyklu, bo przecież siedzisz wyżej – widzisz więcej.
5. Na skrzyżowaniu jest najwięcej miejsca do wyprzedzania.
6. Nie daj się złapać, zainstaluj Yanosika.
7. Pas do skrętu i wyłączony z ruchu też służy do wyprzedzania.
8. Ograniczenia prędkości są dla mięczaków.
9. Linia ciągła to nie mur.
10. Prawdziwe zagrożenie na drogach to kierowcy w „puszkach”.

Zawsze pierwsi w szeregu, zawsze najszybsi – tylko jakim kosztem?

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Otagowano | Skomentuj

Popołudnie z Modeką i Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój

Weekend spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej, a że akurat w Ludwikowicach Kłodzkich była baza sobotniego wypadu On-Off z Modeką, to Justyna namówiła mnie, żeby tam wpaść. Impreza wprawdzie ruszała z Wrocławia i miała do wyboru trasę asfaltową i terenową, ale na miejscu był motocyklowy obiadek i wiele przydatnych w podróżowaniu wskazówek, które zdradzał Tobiasz Kukieła. Miejscówka świetna – w drewnianej altanie obok zbiornika wodnego i super spędzony czas:

Wracając, przejeżdżałam przez Nową Rudę, dwa wyznaczone pasy, szerokie chodniki, widoczne pasy – to tak jakoś mi nie wyszło te 50km/h w zabudowanym 🙂 . Wychodzę z zakrętu a tu policjanci! Palce mam zawsze na klamkach to wyhamowałam w trybie ekspresowym i jadę sobie, jak gdyby nigdy nic…. Pan policjant wymierzył we mnie radar, a że nie miał już za co mnie zatrzymać, to jedynie uśmiechał się, że taki mam dobry refleks. Niezła ulga, bo mandaty kosztują.

W niedzielę postanowiłam odwiedzić Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój, bo po pierwsze – nigdy tam nie byłam, a po drugie trwały tam dni otwarte i były atrakcje dodatkowe. Piękny jest sam budynek tego muzeum, a dodatkowo w środku zachowały się dwa prywatne pokoje właścicieli z ręcznie malowanymi ścianami i sufitami (na drewnie). Muzeum wprowadza dogłębnie w temat historii papiernictwa i mimo darmowego wstępu – przewodnik dokładnie o wszystkim opowiadał. Na parterze jest pełen przegląd surowców, maszyn i produktów z papieru.

Piętro wyżej zetkniemy się ze współczesną sztuką tworzoną z papieru, choć czasami tego wcale nie widać. Jak to współczesna sztuka – nie zawsze jest łatwa w odbiorze, nie zawsze zachwyca i część eksponatów ominęłam szerokim łukiem haha

Ostatnie piętro się poświęcone, głównie polskim banknotom. Tym w obiegu kiedyś i dzisiaj, ale także wzorom niewprowadzonym oraz banknotom stworzonym przez kolekcjonerów. To też sala najbardziej multimedialna z dotykowymi stołami i urządzeniami do testowania banknotów. A na dziedzińcu rozłożyły się ekologiczne stragany, odbywały się konkursy, koncerty, zajęcia dla najmłodszych.

Wszystko przemknęłam dość szybko, bo było nieznośnie gorąco i zdecydowanie lepiej było jeździć, niż stać – co też uczyniłam 🙂 .

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Test nawigacji motocyklowej Navitel G550

Ostatni miesiąc przejeździłam z nawigacją Navitela, która przełamała wysoki próg cenowy dla motocyklowych nawigacji (599 zł) i jest całkiem dobra. Swoje wnioski opisałam pod tym linkiem:
www.motocaina.pl/artykul/test-nawigacji-motocyklowej-navitel-g550

Nie ma tam nadmiaru funkcji, ekran też jest taki sobie – ale spełnia swoje zadanie, dobrze obsługuje się ją w rękawicach, jest wodoodporna i prowadzi do celu 🙂

p.s. Żaba Frania ma w końcu z kim pogadać haha

Facebook Comments
Opublikowano Testy | Otagowano , | Skomentuj

Melduję się :-)

Chwilkę mnie nie było, a to z powodu „życiowej zawieruchy” – niby jestem bezrobotna, a od rana do nocy zajęta. Przeprowadziłam się do Brzegu Dolnego i od 1 sierpnia zaczynam tu też pracować.

Dwa tygodnie temu, nad jeziorkiem w Bielawie, miałam okazję przejechać się nowym motocyklem Justyny – Hondą CB500X. Bardzo podoba mi się sylwetka tego motocykla, lekkość, pozycja za kierownicą. Jechałam tylko chwilę i wiem, że musiałabym się przyzwyczaić do tego typu motocykla, bo jednak najczęściej jeżdżę nakedami i nieco mi brakowało w nim tego pazura. Z pewnością taki motocykl ma sporo plusów np. podczas jazdy bezdrożami.

Miałam też pewną wtopę, ponieważ wymarzyłam sobie motocykl na ścianie w sypialni. Niby nic trudnego: nakleić szablon, pomalować po nim, zdjąć i gotowe! Tjaaaaaaaa… Był taki tester na ścianę, co niby służył do sprawdzenia, czy farba nie zejdzie – nakleiłam, odczekałam, zdjęłam i wyszło OK. Przystąpiłam więc do wyklejania szablonu – strasznie ciężko go zdjąć tak, żeby został na folii transportowej. Potem pyk na ścianę i znowu trzeba się nagimnastykować, żeby na niej został. Ładnie go docisnęłam, pomalowałam przy pomocy gąbki (jak było w opisie), a używałam farby satynowej, żeby było pod kolor wystroju. Odczekałam, potem drugi raz pomalowałam, aż nastąpiła chwila prawdy – a raczej KATASTROFY! Odklejany ze ściany szablon zdjął nie tylko farbę pod szablonem, ale i w wycięciach szablonu i… jeszcze jedną warstwę farby od poprzedniego właściciela! Porażka na całej linii!!! Zostałam z kilkuwarstwową dziurą w malowaniu ściany. Zamalowałam to farbą podstawową, ale nierówność została i muszę tam teraz coś powiesić. Więc ku przestrodze – szablony nie nadają się do nowoczesnych farb, lateksowych, satynowych. Myślę, że jedynie spray lub zwyczajna farba niezmywalna mogą się do tego nadawać.

A ubiegłą sobotę postanowiliśmy z Emilem zrobić sobie małą wycieczkę po okolicznych, zrujnowanych (niestety) pałacach. Okazało się jednak, że dwie, kolejne godziny spędziliśmy w garażu na próbach odpalenia Kawasaki ZX10 Emila (bo zostawił wpiętą nawigację motocyklową na kilka tygodni). Akumulator umarł na amen, więc chcąc ratować wycieczkę, zgodziłam się być pasażerką na własnym motocyklu. Emil już go prowadził, więc obyło się już bez kangurków i szarpania biegami, jak to miało miejsce za pierwszym razem. Dostał tylko dwa razy ochrzan za 120km/h w zakręcie (Ci na ścigach tak mają), bo ja umrzeć na zawał w tak głupi sposób nie zamierzam. Jadę to wymagam! haha

Historia pałaców pod Oleśnicą jest z grubsza podobna – kiedyś olśniewały, potem zostały włączone do terenów PGR-ów, również jako budynki mieszkalne i postępowało ich zaniedbanie. Bogactwa wywiezione (min. do Warszawy), reszta rozkradziona, a przez dziurawe dachy zniszczenie postępowało szybko i zostały już tylko ruiny z dawnej świetności.

Pałac w Boguszycach został wzniesiony przez Konrada von Randow w połowie XIX wieku (fot. 3-4). A bardziej obecnie zniszczony pałac w Brzezince budowany był od 1725 roku dla rodu von Kospoth oraz bogato zdobiony na styl francuski przez licznych artystów i wyposażony w wiele cennych dzieł sztuki (fot. 1-2).

A to zastaliśmy na miejscu:

Boguszyce


Brzezinka

p.s. Jestem w trakcie testowania budżetowej nawigacji motocyklowej Navitel G550. Póki co oceniam, że dobrze reaguje na dotyk w rękawicy i nawet w słońcu jest czytelna. Więcej napiszę, po większej ilości jazd.

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka?, Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Skomentuj

A w życiu dużo zmian

Przez kolejne dwa tygodnie nie będę się udzielać motocyklowo, więc i nie będzie nowych wpisów. Zdecydowałam się na wyjazd motocyklem do Chorwacji, mimo utraty pracy, więc teraz jestem w punkcie kompletnych zmian w życiu. Od weekendu rozpoczynam wyprowadzkę z Wrocławia – przenoszę się do innego miasta, gdzie mam możliwość tańszego mieszkania i tam będę od nowa urządzać życie oraz szukać pracy. Trzymajcie kciuki!

Jak tylko stanę na nogi – odezwę się!

A tu Chorwacja w skrócie: www.motocaina.pl/artykul/chorwacja-raj-dla-motocyklistow-23733.html

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Testy, testy, testy…

Dzięki współpracy z Yamahą, Modeką i Inter Motors podczas swojego wyjazdu do Chorwacji mogłam testować motocykl MT-07, odzież i tekstylne sakwy. Miałam to szczęście, że produkty, które otrzymałam w pełni spełniły moje oczekiwania, a opisuję je w poszczególnych artykułach na motocaina.pl :

– Yamaha MT-07 w podróży

– Jasny komplet odzieży damskiej Modela Belastar Lady

– Sakwy tekstylne, boczne Oxford X50 oraz centralny rollbag Oxford RT60 od Inter Motors

– Letnie rękawice Modeka Air Ride

Facebook Comments
Opublikowano Chorwacja, Testy | Skomentuj